sobota, 24 października 2015

Steinhart Marine Chronograph

Steinhart Marine Chronograph (data testu 10.2015)
 
Są takie marki, które darzę wyjątkową sympatią. Do tej grupy na pewno muszę zaliczyć młodą firmę Steinhart, której to produkty towarzyszą mi niemal od początku mojej zegarkowej przygody. Aktualnie zegarki z literą „S” w logo w mojej kolekcji posiadają także najliczniejszą reprezentację. Zresztą, nie powinno to nikogo dziwić, bo zakup każdego z posiadanej trójki stanowił pewien przełom w mojej zegarkowej pasji. Rzymianka definitywnie zalicza się do najładniejszych zegarków z mojej kolekcji, Nav-b był pierwszym posiadanym przeze mnie automatycznym chronografem, który to też rozpoczął moją fascynację tą właśnie komplikacją a Ocean 2 Blue jest ulubionym zegarkiem wakacyjnym. Do dnia dzisiejszego także nadal z dużym zaciekawieniem śledzę wszelkie prezentowane przez Pana Guntera nowości, bo trzeba przyznać, że potrafi on czasem zaprezentować naprawdę interesujące zegarki. 

Poza designem marka swój sukces zawdzięcza również dobrej jakości wykonania oraz przede wszystkim bardzo sensownie skalkulowanej cenie. Fakt ten szybko dostrzegła spora rzesza zegarkomaniaków z całego świata, przez co na forach zegarkowych nie brakuje wydzielonych wątków o tym właśnie producencie i to pomimo dość niszowego charakteru jego produktów. Także pomimo specyficznego modelu sprzedaży opartego jedynie o sklepy internetowe również i w Polsce marka posiada spore grono fanów. Tym razem, dzięki uprzejmości wyłącznego dystrybutora Steinharta w Polsce miałem okazję zapoznać się modelem Marine Chronograph wyposażonym w moją ulubioną funkcję stopera. Przyznać się muszę, że z testem tego modelu miałem pewien problem, gdyż stanowi on swoistą konkurencję dla mojej ulubionej Rzymianki. Sprawdźmy więc jak dał sobie on radę z tą niełatwą sytuacją.   
 
Opakowanie niczym specjalnym na tle pozostałej posiadanej przeze mnie trójki się nie wyróżnia. Biały kartonik z logo Steinharta skrywa czarne gustowne pudełko, wykonane z materiału skóropodobnego, którego wnętrze wykończona sporą ilością gąbki zabezpieczającej zegarek. Oczywiście, w zestawie nie zabrakło również instrukcji, karty gwarancyjnej oraz gratisowego przyrządu do zmiany paska. Jak przydatny to gadżet nie trzeba przekonywać chyba żadnego zegarkofila, tym bardziej, że wszystkie zegarki tego producenta są wyjątkowo wdzięcznymi obiektami do paskowania. Chwytając jednak w rękę otrzymany do testu zegarek jakoś nie specjalnie miałem ochotę na zmianę oryginalnie zamontowanego 22mm paska, bo ten wyjątkowo dobrze pasuje do tego projektu. Jego specyficzna niebieska barwa świetnie współgra z charakterystycznymi dla zegarków Marine barwionymi na niebiesko wskazówkami dodatkowo podkreślając ich piękną barwę. Także jego jakość wykonania nie pozostawia niczego do życzenia. Ładna struktura i spora grubość nic a nic nie zaszkodziły w uzyskaniu odpowiedniej miękkości gwarantującej bardzo przyzwoity komfort noszenia. Wszystko to uzupełnia piękne sygnowane polerowane podwójne zapięcie motylkowe. Jest jednak w jedno małe ale. Na pewno nie jest to pasek na szczupłe dłonie, bo przy moich 18,5cm w nadgarstku zmuszony byłem do zapinania go na ostatnio z możliwych dziurek. Na szczęście, w ofercie Steinharta jest zazwyczaj możliwość doboru paska w trzech rozmiarach i warto o tym pamiętać przed ewentualnym zakupem. 
 
Głównym fenomenem zegarków o stylistyce Marine jest połączenie białej, prostej tarcza ze wspomnianymi już charakterystycznymi niebieskimi wskazówkami. Jeszcze przed otrzymaniem zegarka do testów zastanawiałem się, czy dodanie funkcji stopera nie odbije się negatywnie na czytelności projektu. Okazuje się, że moje obawy były bezpodstawne. Brak wewnętrznego ringu powoduje, że powierzchnia tarczy jest na tyle spora, że nie było najmniejszych problemów ze zmieszczeniem tam dodatkowych totalizatorów, a projekt w moim odczuciu nie stracił nic na czytelności. Do samego wykonania tarczy także nie można mieć żadnych uwag. Arabskie indeksy, co niestety ciężko jest oddać na zdjęciach, za sprawą sporej ilości farby zyskały lekko wypukły kształt zaś dolny totalizator umieszczony został w lekkim wgłębieniu co dodało do projektu odrobinę przestrzeni. Nie sposób też tu nie wspomnieć o małej sekundzie wykonanej w postaci kompasu urozmaicającej co nieco ten klasyczny projekt. Dopełnienie całości stanowią tu oczywiście genialne barwione na niebiesko wskazówki będące kwintesencją stylistyki Marine. 
 
Napis na tarczy 7750 zdradza nam jaki mechanizm jest odpowiedzialny za dokładność wskazań testowanego zegarka. Ta oparta na 25 kamieniach łożyskujących konstrukcja jest jednym z najczęściej spotykanych aktualnie automatycznych chronografów na rynku. Poza zmianą i ozdobieniem rotora, Steinhart nie pokusił się tu o żadną jego modyfikację, co jednak przy cenie projektu nie powinno nas specjalnie dziwić. Sam mechanizm to sprawdzona przez lata konstrukcja, która wyposażona została w funkcję stop sekundy, możliwość ręcznego dokręcania sprężyny oraz podwójny datownik, z którego to dobrodziejstwa testowany zegarek korzysta. Praca balansu wynosząca 28800 wahnięć na godzinę gwarantuje nam przyjemnie płynącą sekundę zaś rezerwa chodu oscylująca w granicach 46 godzin bez włączonej funkcji stopera umożliwia bezstresowo odłożyć zegarek na prawie dwa dni. Mechanizm z serii Valjoux 7750 ma jeszcze jedną charakterystyczną cechę, o której warto wspomnieć. Jego jednostronny naciąg sprawia, że rotor potrafi czasem wpaść w charakterystyczne wibracje. Sytuacja ta przysporzyła już nieraz sporo stresu osobom mających pierwszy raz kontakt z tym mechanizmem, czego najlepszym dowodem są pojawiające się systematycznie o tym wątki na forach zegarkowych.   
 
Całość skryta została w sporej kopercie, bo 44 mm średnicy, 16mm wysokości i 52mm od ucha do ucha na pewno nie pozwalają Marine Chronograf zaliczyć do grona małych zegarków. Sytuacje ratując lekko zagięte uszy, które co nieco rekompensują obecność wypukłego zakręcanego dekielka i powodują, że zegarek powinien dobrze wyglądać także na ciut mniejszych niż mój nadgarstkach. Warto jednak mieć na uwadze fakt, że powierzchnia tarczy jest spora, a jej biały kolor oraz obecność jedynie wąskiej polerowanej lunety optycznie powiększają dodatkowo jej odbiór. Boczne powierzchnie koperty zostały ładnie wyszczotkowane co przy ich rozmiarze zaliczyć trzeba na plus. Z prawej strony poza polerowanymi przyciskami do obsługi funkcji stopera znalazła się również świetnie wyglądająca spora koronka w kształcie diamentu. Operowanie zarówno nią jak i przyciskami nie stanowi najmniejszego problemu. Całość konstrukcji wieńczy minimalnie wypukłe szafirowe szkło, które zaopatrzone zostało w podwójną wewnętrzną powłokę antyrefleksyjną, do czego zresztą Steinhart w swoich projektach zdążył nas już przyzwyczaić. 
 
Steinhart Marine Chrono to jeden z tych zegarków, który już w momencie swojej premiery wzbudził moje spore zainteresowanie. Zresztą, nie ma tu się czym dziwić, bo przecież obok połączenia jednego z moich ulubionych zegarków z komplikacją stopera nie mogłem przejść obojętnie. Warto więc zadać pytanie, czy z perspektywy przeprowadzonego testu Marine Chronograph okazał się na tyle dobry aby zagrozić pozycji mojej Rzymianki? Odpowiedź brzmi, krótko – nie. Chociaż muszę przyznać, że dzisiaj, spoglądając przez pryzmat czasu i mojej fascynacji komplikacją stopera pewnie miałbym spory dylemat co wybrać. Nie zmienia to faktu, ze testowany model jest bardzo udanym projektem, który może, a w sumie powinien się podobać każdemu kto lubi ten specyficzny marynistyczny styl. Odnaleźć w nim można wszystkie charakterystyczne jego cechy takie jak: czytelną tarcza, spore rozmiary i przede wszystkim piękne barwione niebieskie wskazówki, a wszystko to tu zostało połączone ze sporym wyczuciem i smakiem. Dodatkowe atrybuty w postaci dobrego antyrefleksu na wypukłym szafirowym szkle czy bardzo dobrego firmowego paska także są warte odnotowania. Pomimo sporego rozmiaru Marine sprawdza się niemal idealnie w codziennym użytkowaniu. Świetnie czuje się nie tylko w towarzystwie jeansów i swetrów ale i równie dobrze prezentuje się przy bardziej oficjalnym stroju dumnie wystając spod mankietu koszuli. Do pełni szczęścia brakuje tu tylko ciut wyższej klasy wodoszczelności, bo 3 atmosfery na pewno nie u wszystkich wzbudzą zaufanie. 
 
Testowany model producent wycenił na kwotę niespełna czterech tysięcy złotych. Z jednej strony nie jest to mała kwota z drugiej zaś spoglądając przez pryzmat zastosowanego mechanizmu specjalnie nie powinna nas ona razić. Aktualnie coraz trudniej kupić zegarek wyposażony w mechanizm z serii Valjoux 7750 w zbliżonej cenie, tym bardziej w zaproponowanej przez Steinharta stylistyce. Paradoksalnie główną konkurencją dla testowanego Marine Chronograph mogą okazać się pozostałe dostępne w ofercie marki modele z funkcją stopera, które to są oferowane w bardzo zbliżonych cenach, a jako przykład może tu posłużyć chociażby posiadany przeze mnie Nav-B Chronograph Heritage. Jedno jest pewne - jeżeli szukacie chronografu w stylu Marine to na tym projekcie na pewno się nie zawiedziecie. 
  








Podziękowanie dla Steinhart Polska za udostępnienie zegarka do testu.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz