piątek, 9 maja 2014

Geckota K1 B-Uhr Vintage Flieger Big Pilot PVD Bronze

Geckota  K1 B-Uhr Vintage Flieger Big Pilot PVD Bronze (data zakupu: 04.2014)
Przygotowania do święta wielkanocnych niezmiennie łączą się z wiosennymi porządkami. W tym roku nie ominęły one także mojej skromnej kolekcji. Patrząc na zawartość moich pudełeczek wiedziałem, że nadszedł czas zmian - zresztą o fakcie tym wspominałem już podczas moich ostatnich recenzji. Sprzedaż kolejnych egzemplarzy oraz świąteczny nastrój doprowadził mnie do spontanicznego zakupu Orienta cesarskiego, jednak nie był on w stanie zaspokoić jednej z moich ostatnich fanaberii - czyli zakupu zegarka z kopertą wykonaną z brązu.

Ten stop miedzi z cyną znany i stosowany jest od starożytności i miał wszelakie zastosowanie przy produkcji sprzętu codziennego użytku. Ma on jednak wyjątkowo sporo wad - jest droższy niż stal, trudniejszy w obróbce a do tego może uczulać. Skąd więc wzięła się moda na stosowanie tego mocno niepraktycznego materiał do produkcji kopert? - Szczerze - nie mam pojęcia. Wydaje mi się, że na pewno nie bez znaczenia jest jego wyjątkowa barwa oraz obecne zjawisko patyny, a przede wszystkim aktualnie panująca moda,  bo często to co wydaje się mało praktyczne raptem staje się hitem sezonu i tak właśnie jest z brązem.

Spora ilość producentów wprowadza do swojej oferty limitowane serie wykonane właśnie z tego stopu. Dlaczego limitowane? Ponieważ mamy tutaj styczność ze zjawiskiem patyny czyli po prostu korozji i ciężko przewidzieć jak szybko proces ten będzie postępował (a zależny jest on od bardzo wielu czynników), dzięki czemu każda koperta starzeje się na swój własny sposób. W efekcie śniedzienia z czasem koperta nabiera barwy jasno/szaro zielonej co nadaje jej indywidualnego charakteru. Właśnie - tylko czy efekt ten jest “piękny” - cóż - każdy ma swój gust (a warto poszukać sobie zdjęć w internecie mocno spatynowanych kopert ;) ). Osobiście, w zegarkach z brązu najbardziej podoba mi się kolor brązowy - czyli koperty jeszcze przed patynowaniem. A może ja po prostu nie wiem co dobre ;)

To co zrobić aby mieć kopertę z brązu ale jednak nie do końca z brązu? Okazuje się, że jest to wykonalne i to za pomocą dość prostego zabiegu. Z pomocą przychodzi tutaj powłoka wykonana techniką PVD. Zazwyczaj powłoka ta kojarzy nam się z kolorem czarnym lub złotym, jednak nic nie stoi na przeszkodzie aby nanieść inną barwę tak jak ma to miejsce w przypadku recenzowanego bohatera. Na Geckotę K1 B-Uhr Vintage Flieger Big Pilot PVD Bronze - bo tak brzmi jego pełna nazwa - jak to zazwyczaj u mnie bywa trafiłem przypadkiem a to dzięki forum CW i jednego z kolegów (tak prezesso - tym razem to twoja wina). Atrakcyjna cena wynosząca 100 funtów w połączeniu z ciekawą kolorystyką zachęcała do tego aby dokonać zakupu i przekonać się na własnej skórze jak to jest z tym “brązem”.

Zegarek dociera do nas z Anglii - bo producentem - czy raczej projektantem - bo tak powinniśmy ją nazwać jest angielska firma Watchgecko. Gdzie dokładnie składane i produkowane są komponenty poza mechanizmem - nie wiadomo, choć domyślać się możemy, że w Chinach. Świetnym i praktycznym pomysłem okazuje się zastosowanie zamiast standardowego kartonika czy pudełeczka ciekawego podróżnego etui na 2 zegarki. Większość z nas i tak trzyma swoje skarby w gablotkach czy zbiorczych pudełeczkach, a jak przydatne jest to rozwiązanie przekonamy się jadąc na urlop.

Geckota jest rasowym pilotem co oznacza, że mamy tu do czynienia ze sporą kopertą. 44mm średnicy bez koronki 14mm wysokości oraz 52mm od ucha do ucha to standardowe rozmiary jak dla klasycznego przedstawiciela tego gatunku. Dwuczęściowa koperta w kolorze nazwanym przez producenta antycznym brązem prezentuje się nad wyraz dobrze, a to właśnie dzięki niespotykanej warstwie PVD. W projekt równie świetnie wpisuje się bardzo klimatyczna koronka, którą operowanie to czysta przyjemność. Jej kształt w przeciwieństwie do zazwyczaj spotykanego w pilotach diamentu powoduje, że nawet osoby, które noszą luźno zegarek nie powinny odczuwać dyskomfortu związanego z jej rozmiarem. Sporo uroku dodaje także wieńczące całość koperty grube, z widocznym rantem szkło mineralne. Niestety, taka konstrukcja powoduje, ze jest ono dość podatne na przypadkowe obicia.

Największym zaskoczeniem jest znajdujący się w 22mm uszach pasek. Wintydżowa, lekko chropowata skóra o brązowym kolorze została przeszyta beżową nitką i zwieńczona rewelacyjną klamrą także pokrytą warstwą antycznego brązu Muszę uczciwie przyznać, że jest to definitywnie jest to jeden z najlepszych pasków z jakimi miałem do czynienia przy fabrycznych zegarkach, a noszenie na nim sporego pilota to czysta przyjemność. Do tej pory jedynie steinharty i magrette posiadały porównywalnej jakości paski, jednak warto zauważyć, że są to producenci z innej półki cenowej.

Od dołu koperta zamknięta jest przez stalowy dekiel, który jest idealnym przykładem minimalizmu - bo poza nazwą i numerem limitacji nie znalazło się na nim nic więcej. Powinien on wraz z konstrukcją koperty gwarantować wodoodporność na poziomie 5 atmosfer co w przypadku pilota jest całkowicie wystarczające. Dzięki temu, że mamy styczność z pełnym deklem ominie nas dyskusyjna przyjemność podziwiania japońskiego serca będącego jednym z najpopularniejszych automatycznych mechanizmów Citizena.  Konstrukcja Myioty 8215 oparta została o 21 kamieni łożyskujących i pracuję z częstotliwością 3Hz i gwarantujący przy tym około 40 godzin pracy (zakładają w pełni nakręconą sprężynę). Niestety, wiekowa konstrukcja pozbawiona jest funkcji stop sekundy, ma za to możliwość ręcznego dokręcania sprężyny. Zastosowanie Miytoy niesie też za sobą dodatkowe korzyści związane z łatwością serwisowania, dostępność części oraz przyjaznych portfelowi kosztami przeglądów. .

Czas powiedzieć o tarczy K1. Na czarnym tle znalazł się klasyczny układ B-uhr typu B czyli z wyróżnioną skalą minutową. Połączenie jasnozielonych indeksów z białą farbą skali minutowej wygląda całkiem dobrze a do ich jakości nie mogę specjalnie się przyczepić - ale do faktu, że nie świecą już tak. Niestety - masa luminescencyjna znalazła się jedynie na wskazówkach, które dość chętnie łapią światło i świecą ładną zieloną barwą. Geckota jest też jednym z niewielu zegarków, w których wskazówki mają w moim odczuciu odpowiednią długość, tylko szkoda, że poza długością nie są one w stanie nas niczym innym zaskoczyć. Na tle całości projektu wydają się one zrobione trochę “na szybko”.  Na tarczy znalazło się też dość dyskretne charakterystyczne potrójne okienko daty. To co również wyróżnia tarczę geckoty to brak jakiegokolwiek logo.

Pomimo mocno zdefiniowanych, ciekawych kolorów geckota okazuje się dość uniwersalna. Świetnie czuje się ona w towarzystwie jeansów, czy casualowych koszul a i nie straszne jej towarzystwo t-shirta i bojówek. Oczywiście, jak przystało na pilota najlepiej wygląda on w połączeniu ze skórzaną lotniczą kurtką ;). Czy geckota zostanie ze mną na dłużej - pokaże czas - jednak z “pilotami” mam spory problem o czym brutalnie przekonałem się rozstając się z niedawno recenzowanym Seagullem.

Watchgecko ze swoim produktem celuje w dość trudny rynek zegarków typu pilot, bo wystarczy wspomnieć o takich producentach jak chiński Ticino, koreański Tissel niemieckie Laco czy szwajcarski Steinhart, a tylko ułamek firm mających w ofercie B-Uhra typu B. Czy kluczem do sukcesu w tym wypadku okaże się cena wraz z kopertami PVD pokaże czas. Za 100 funtów na pewno otrzymujemy bardzo ciekawy produkt, który na tle swojej cenowej konkurencji broni się dobrą jakością koperty, która została przykryta klimatycznym szkłem, genialnym paskiem ze świetną klamrą oraz sprawdzonym mechanizmem. Oczywiście, cena wymusiła też pewne kompromisy bo należy pamiętać o brak szafiru, ascetycznym deklu, słabym WR czy ubogiej warstwie luminescencyjnej. Także dyskusyjne może okazać się zastosowanie “oszukanego brązu” osiągniętego za pomocą technologii PVD, którego trwałość zweryfikować może dopiero czas, a efekty odprysków są ciężkie do przewidzenia. W moim odczuciu jest to jednak bardzo ciekawe posunięcie, które pozwala zapoznać się nam z wyglądem kopert wykonanych z brązu bez stresu związanego z efektem patyny i tak było właśnie moim przypadku.







Brak komentarzy:

Prześlij komentarz