G. Gerlach Orzeł 85A (data testu: 07.2015)
Czas płynie nieubłaganie. Dopiero
co w maju miałem przyjemność testować przechodniego Navigatora produkcji G.
Gerlach a już przyszła moja kolej aby zapoznać się z kolejnym modelem fundacji.
Oczywiście nie mam na co narzekać, bo sytuacja jest bardziej niż komfortowa. Dzięki
niej mój blog mógł się wzbogacić o kolejny w miarę merytoryczny wpis a ja
ponownie przez chwilę mogłem ponosić interesujący zegarek. Niestety w
przeciwieństwie jednak do wspomnianego na wstępie Navigatora, bohater recenzji
nie zaliczał się do zegarków leżących w mojej strefie zainteresowań. Sprawdźmy
więc, czy tylko tydzień wystarczył mu aby choć trochę mnie do siebie przekonać?

Zaraz po otwarciu otrzymanego
kartoniku, moim oczom ukazał się dość nietypowy widok. Zamiast standardowego
pudełeczka, do którego przyzwyczailiśmy kupując zegarek z logo G. Gerlach
skrywał on ciekawie wystylizowaną drewniane opakowanie, które swoim wyglądem
nawiązuje do skrzyni z amunicją. W środku także zamiast typowej poduszeczki czy
miękkiej wyściółki bohater recenzji czekał na mnie leżąc okryty drewnianymi
wiórkami. Efekt jest dość interesujący, jednak po wyjęciu zegarka z pudełka
wymagał on lekkiego oczyszczenia ze znajdujących się na nim wiórkowych pyłków.
W skrzyneczce poza tym można znaleźć gratisową ściereczkę z logo fundacji oraz
sygnowany przyrząd do zmiany pasków, co akurat w przypadku recenzowanego modelu
jest dość miły akcentem – ale o tym nieco później.
Czas w końcu przyjrzeć się
głównemu bohaterowi niniejszego wpisu. Tym razem do sztafetowego testu
użytkowników forum Czwarty Wymiar chłopaki z fundacji postanowili udostępnić
model wyprodukowany by uczcić historyczny podwodny okręt jakim był ORP Orzeł 85A.
Sam zegarek dostępny jest w dwóch wariantach kolorystycznych – z czarną lub
niebieską tarczą oraz dwóch rodzajach wykończenia koperty tj. wersji
piaskowanej oraz w czarnej powłoce PVD. W ręce testujących forumowiczów w tym
także i moje trafiła wersja z powłoką PVD oraz niebieską tarczą, która to jak
na złość z dostępnych wariantów podobała mi się najmniej. Zapytacie pewnie
dlaczego? Bo dla mnie zegarek w tej kolorystyce zatraca jeden ze swoich
głównych atutów jakim jest wyczuwalny militarny klimat. Nieraz jednak już się
przekonałem na własnej skórze, że nie warto oceniać zegar opierając się jedynie
na pierwszym wrażeniu czy pierwszej przymiarce, bo prawdziwe walory użytkowe
można dostrzec i docenić dopiero po pewnym czasie jego użytkowania.
Na początku skupmy się na
kopercie. Do dobrej jakości ich wykonania Gerlachy w swoich projektach zdążyli
nas przyzwyczaić. Nie inaczej jest w przypadku testowanego egzemplarza. Nie ma
tu mowy o jakichkolwiek niedoróbkach czy ostrych krawędziach a i powłoka PVD
sprawia dobre wrażenie. Producent zrobił również wszystko aby zegarek był
wygodny i dobrze przylegał do naszego nadgarstka. Muszę przyznać, że wyszło mu
to całkiem nieźle. W głównej mierze jest to zasługa dobrze wyprofilowanych uszu
oraz zastosowanego płaskiego dekielka. Pomimo dobrej ergonomii koperty, warto jednak
przed zakupem zwrócić uwagę na wymiary zegarka. Rozmiar od ucha do ucha
wynoszący 52mm, w połączeniu z 43mm średnicy oraz 13mm uświadamia nam, że Orzeł
nie jest zegarkiem mały. Dodatkowo optycznie powiększa go jeszcze zastosowana wąska
luneta typu pilnik. Jeżeli już o niej mowa to nie sposób przejść koło niej
obojętnie. To właśnie jej zegarek zawdzięcza wyczuwalny specyficzny retro
klimat oraz militarny charakter. Podobne odczucia wzbudza również znajdująca
się z boku koperty wygrawerowana nazwa modelu. Całość projektu uzupełnia
świetnie wykonana zakręcana frezowana koronka, choć akurat w jej przypadku od
początku jedna rzecz nie dawała mi spokoju. Mowa o lekkim sygnowanym wypustku,
który w moim odczuciu zaburza jej harmonię, a robi to na tyle skutecznie, że nieraz
po prostu miałem ochotę go wcisnąć. Zastanawiam się czasem, czy w tym przypadku
nie lepszym rozwiązaniem byłoby pozostawić ją bez loga…
Pomiędzy nawierconymi 22mm
uszkami znalazł się znany mi już z nawigatora świetnej jakości miękki skórzany
pasek. Niestety, o ile do wspomnianego modelu jego kolorystyka pasowała niemal
idealnie to w testowanym egzemplarzu to połączenie nie bardzo przypadło mi do
gustu. Owszem należy przyznać, że o ile zastosowana do jego przeszycia biała
nitka nawiązująca do znajdujących się na tarczy akcentów w tym kolorze ma sens,
to już sam brązowy odcień paska w połączeniu z pozostałą kolorystyką zegarka
współgra w moim odczuciu po prostu średnio. Całość dobija jeszcze znajdująca
się w zestawie klamra. Co z tego, że jest świetna i wyjątkowo wygodna skoro producent
nie pokusił się o wykonanie jej w technologii PVD. Oczywiście, sytuację z
paskiem można łatwo naprawić jednak wiążą się z tym dodatkowe koszty. A, że
warto poszukać alternatywy dobitnie udowadniają zdjęcia tego zegarka
przyodzianego w inne paski.
To co na pewno wyróżnia ten
projekt spośród tłumów to tarcza. Dzieje się na niej naprawdę sporo i to
pomimo, że mamy do czynienia z prostym mechanizmem pozbawionym jakichkolwiek
rozbudowanych komplikacji. Przy pierwszym spojrzeniu ciężko dostrzec wszystkie
smaczki jakie chłopakom udało się w tym projekcie zawrzeć a jest ich sporo:
gradientowe przejście koloru z niemal białego do intensywnego granatu,
prążkowane wykończenie powierzchni, wypukłe polerowane indeksy wypełnione białą
świecącą masą, czerwony nadruki oraz nadający głębie wewnętrzny ring ze skalą
minutową. Całość dopełniają czytelne dla mnie trafione w punkt wskazówki. Co
ciekawe, ten natłok efektów kompletnie nie przeszkadza w czytelności samego zegarka.
Spora w tym zasługa białej masy luminescencyjnej, która poza tym, że nieźle
kontrastuje z pozostałą kolorystyką to również całkiem nieźle świeci. Mam
jednak wrażenie, że tarcza dla niektórych w tej wersji kolorystycznej może być
zbyt odważna – czy jednak zegar nie może być czasem kolorowy?
Ku uciesze przeciwników chińskich
mechanizmów Orzeł 85a jest kolejnym zegarkiem od fundacji opartym o japońską
konstrukcję NH35A bazującą na Seiko 4R36. Charakteryzuje się ona pracą balansu
z prędkością 21600 wahnięć na minutę, którą to przy pełnym naciągu sprężyny
możemy bezstresowo odłożyć na okres 40 godzin. Nie zapomniano w niej również o
takich funkcjach jak stop sekunda czy możliwość ręcznego dokręcania. Sam rotor
pracuje sprawnie i cicho, a po całkowitym zatrzymaniu się wskazówek wystarczą
już niewielkie ruchy aby zegar znów zaczął żyć. Sam mechanizm został ukryty pod
płaskim deklem z grawerem okrętu ORP Orzeł 85a. Niestety, jego czytelność pozostawia
wiele do życzenia, bo naprawdę trzeba sporego wysiłku aby móc dokładnie się mu
przyjrzeć. Czym to jest spowodowane - nie mam pojęcia – choć podejrzewam, że winna
jest temu czarna powłoka PVD.
Dla mnie Orzeł 85 w testowanej
wersji kolorystycznej jest zegarkiem pełnym sprzeczności i pierwszym produktem
chłopaków z którego podsumowaniem mam pewien problem. O ile wersja piaskowana z
czarną tarczą idealnie wpasowuje się w militarny klimat to ze zdefiniowaniem
tego modelu mam spory kłopot. Pomimo WR200 i wodnego patrona nie jest to dla
mnie zegarek nurkowy, a czarno-niebieska kolorystyka nie bardzo pasuje mi do typowego
wojaka. Jakby tego było mała to w opozycji do genialnej koperty mamy tu pełny
dekiel z dość średnio czytelnym grawerem. Do tego wszystkiego jeszcze świetny
pasek, który dla mnie kompletnie nie pasuje kolorystycznie do projektu, no i ta
nieszczęsna szczotkowana klamra. Czy jednak zawsze wszystko musi trzymać się
ryzach i ogólnych standardów?
Jak pisałem na wstępie, czasem
zegar wymaga odrobiny czasu aby dostrzec drzemiący w nim potencjał. I tak też
jest z testowanym Orłem. Wystarczył jeden piękny słoneczny dzień, który to wywołał
niesamowitą grę refleksów świetlnych odbijanych przez błękitną tarczę, polerowane
indeksy i wskazówki oraz niebieską warstwę antyrefleksyjną. Uwierzcie mi, na
żywo wygląda to naprawdę świetnie. Uświadomiłem sobie wtedy, że wystarczy
zmienić w nim pasek na czarną skórę lub nato aby otrzymać świetny casualowy
zegar o niespotykanej stylistyce. Za testowaną wersję przyjdzie nam zapłacić 1299PLN
co wydaje mi się całkiem dobrze skalkulowaną cenę. W zamian otrzymamy dobrze
wykonany zegarek z ciekawą kopertą, szafirowym szkłem i dobrym japońskim
mechanizmem. Czas odpowiedzieć na
początkowe pytanie – czy udało mu się mnie do siebie przekonać? Sukces jest
połowiczny, bo okres tygodnia wystarczył abym dostrzegł wiele smaczków tego
projektu, jednak efekt nie był wystarczający aby zasilił on moją kolekcję. Uczciwe
jednak muszę przyznać, że jeżeli wam zaproponowana przez Gerlachów stylistyka odpowiada,
to jest to pozycja na pewno warta rozważenia.
Jak dla mnie to wygląda na sponsorowany post reklamowy zrobiony w myśl zasady 'skrytykujmy kilka nieistotnych rzeczy, żeby to nie wyglądało zbyt cukierkowo'. Przykro mi, ale reklama aż bije po oczach.
OdpowiedzUsuńKwestia estetyki - napis 'orzeł' wygrawerowany z boku jest wygrawerowany wyjątkowo niechlujnie.
Na sam koniec - wszystko ładnie i pięknie, ale to tak naprawdę Seiko z kopertą made in Poland. Osobiście bez problemu wydałbym taką kwotę na zegarek, którego mechanizm, nawet z niedoskonałościami, został wykonany w Polsce.
Jeśli będę chciał kupić coś z mechanizmem Seiko, to kupię Seiko.
Chaos - dziękuję za komentarz. Żaden z moich tekstów nie jest sponsorowany - jak tak będzie to zapewniam, że pojawi się o tym adnotacja. Zegarek otrzymałem jak każdy inny użytkownik forum CW do testów i bez żadnych obwarowań. Aby zapoznać się z produktem na żywo, zachęcam do zapisania się na forum i wzięcie udziału w teście - bo moim zdaniem warto. Sam zegarek jak pisałem - w tej wersji mi nie przypasował. Niestety, póki co - polskich zegarków z polskim mechanizmem długo nie zobaczymy. Za duże koszty aby otworzyć tego typu fabrykę. Cena produktu wtedy oscylowałaby pewnie w granicach czeskich Primów - czyli 4-5k PLN. Seiko to zawsze dobry i bezpieczny wybór - ja jednak zawsze popierałem wszelkie polskie inicjatywy jak Gerlach, Xicorr, Vratislavia, Błonie czy Chronos Art.
Usuńpozdrawiam