Westar Watches Activ 90010STN107 (data testu: 07.2015)
Po napisaniu już przeszło
pięćdziesięciu recenzji mogę powiedzieć, że udaje mi się „odcinać” powoli pierwsze
kupony, dzięki czemu coraz częściej mam przyjemność testować różnego rodzaju
ciekawe zegarki udostępniane mi przez znajomych, producentów czy też
dystrybutorów danej marki. Sytuacja cieszy mnie tym bardziej, że jest to wyjątkowo
ciężki okres finansowy dla mojej pasji. Niestety, realizowane aktualnie inne życiowe
cele uniemożliwiają mi to abym mógł na nią przeznaczać tyle wolnych środków ile
bym sobie życzył, a tak mam chociaż sposobność o czymś ciekawym napisać.
Oczywiście, to wszystko nie miałoby miejsca gdyby nie wy drodzy czytelnicy za
co szczerze wam dziękuję, bo okazuje się, że mój blog o tak niszowej pasji ma grono
swoich stałych czytelników.

Tym razem nadarzyła mi się
okazja aby zapoznać się z zegarkiem mało znanej w naszym kraju marki Westar
Watches a propozycję przeprowadzenia testu otrzymałem od jej dystrybutora w
Polsce. Ponieważ zawsze byłem zwolennikiem promowania i szukania różnego
rodzaju niszowych produktów z przyjemnością z nadarzającej się okazji
skorzystałem. Oczywiście, większość pasjonatów spoglądając na bohatera tej recenzji
podrapie się w głowę zastanawiając się czym wyróżnia się właśnie ten projekt na
tle swojej cenowej konkurencji ale przede wszystkim zada pytanie, czy nie można
by było lepiej spożytkować kwoty jaką przyjdzie nam za testowany model
zapłacić. Nie będę ukrywał, że to jest jedna z tych rzeczy, która zawsze mnie
fascynowała w zegarkowym świecie, bo wiele niedocenianych przez pasjonatów
marek ma się całkiem dobrze i sprzedając swoje produkty w znacznych ilościach
nie specjalnie zważając na naszą krytykę.
Sama marka Westar Watches na
rynku funkcjonuje od lat osiemdziesiątych poprzedniego stulecia jako jeden z
brendów grupy Al-futtaim operującej głównie na rynkach bliskiego wschodu. Specjalizuje
się ona w produkcji zegarków, które mają łączyć atrakcyjny design z przystępną
ceną a patrząc przez pryzmat przeszło trzydziestu lat istnienia musi im się ta
sztuka udawać. Do napędu swoich konstrukcji wykorzystują oni mechanizmy produkcji
szwajcarskiej i japońskiej. Do mnie na tygodniowy test dotarł jeden z modeli z
serii Active, która to jak już jej nazwa wskazuje powinna charakteryzować się wyczuwalnym
sportowym charakterem. Zobaczmy więc co na mnie czekało w otrzymanej paczuszce.
Zegarek dotarł w niewielkim,
niczym się nie wyróżniającym, czarnym, sygnowanym, pudełeczku, w którego środku
poza bohaterem znalazła się jednie instrukcja wraz z przywieszką. Oczywiście,
zważywszy na sugerowaną cenę wynoszącą 1070PLN taka otoczka nie specjalnie
powinna nas dziwić. Pierwsze wrażenie jak przystało na markę stawiającą przede
wszystkim na interesujący, nowoczesny wygląd nie mogło być złe i oczywiście nie
było. Spora w tym zasługa niemałej koperty. Zresztą jej wymiary wynoszące 46mm
średnicy, 14mm wysokości i 53mm od ucha do ucha mówią już same za siebie. Za jej
atrakcyjny wygląd odpowiadają również stały czarny bezel w nurkowym stylu
nadający sportowego charakteru oraz ciekawe, dobrze wyprofilowane
dwupłaszczyznowe uszy, których górna szczotkowana powierzchnia ciekawie współgra
z pozostałymi polerowanymi powierzchniami koperty. Całość projektu uzupełnia
grawer z nazwą serii znajdujący się na jednym z boków oraz atrakcyjne przyciski
chronografu wraz z niesygnowaną koronką. Dodatkowo przycisk start stop do
obsługi stopera został wyróżniony czarnym akcentem kolorystycznym. Jak
przystało na sportowy zegarek koperta gwarantuje nam komfortową klasę
wodoszczelności wynoszącą WR100.
Zastosowana uniwersalna
kolorystyka zegarka także nie może się nie podobać, bo połączenie srebrnej
tarczy zaopatrzonej w szlif słoneczkowy z białym wewnętrznym pierścieniem ze
skalą minutowa oraz stałym czarnym bezelem wygląda bardzo atrakcyjnie. Jak
przystało na serię o sportowych aspiracjach nie mogło tu zabraknąć najbardziej
charakterystycznej dla niej funkcji jaką jest stoper. To dzięki jego obecności na
tarczy znalazły się trzy ciekawie wykonane totalizatory. Niezłe wrażenie
potęgują również ażurowe wskazówki oraz polerowane indeksy, chociaż w ich
przypadku panuje na tarczy pewien twórczy nieład związany z ich długością. Nie zabrakło tu również malutkiego okienka
daty, które to niestety w moim odczuciu zostało wepchnięte lekko na siłę przez
co jej odczyt do najłatwiejszych nie należy. Szkoda tylko, że tak ciekawą
tarczę przyszło nam oglądać jedynie przez płaskie mineralne szkło – wiadomo, że
szafir zawsze jest w mile widziany dodatkiem. W nocy odczyt godziny powinna nam
ułatwić warstwa luminescencyjna, która to znalazła się na wskazówkach. Niestety
jednak, jej obecność ma charakter jedynie ozdobny aniżeli praktyczny, gdyż
widoczny efekt świecenia jest po prostu bardzo krótkotrwały.
Pomimo sporych wymiarów Westar na
ręku leży wyjątkowo dobrze. Także jego dłuższe noszenie nie powodowało żadnego nadmiernego
zmęczenia. Poza niewielką wagą, płaskim dekielkiem oraz dobrą proporcją
średnicy do wysokości koperty duża zasługa jest tu zastosowanego bardzo
miękkiego paska typu „cruved edge”. W pierwszym kontakcie może on lekko do
siebie zniechęcić jednak wraz z upływem czasu potrafi się on wkraść w nasze
łaski. Bardzo miękka, zwężana z 24 do 22mm konstrukcja z gumową powierzchnią od
strony wewnętrznej i minimalną warstwą skóry od zewnątrz w upalne dni
sprawdzała się wyśmienicie. Szkoda, że niewielu producentów stosuje w swoich
projektach tego typu paski, bo wyjątkowo dobrze się one komponują ze sportowymi
zegarkami. Co miłe, projektanci nie zapomnieli również o klamerce także nadając
jej ciekawego wyrazu. Na jej niewielkiej płaszczyźnie udało im się również
zmieścić grawer z nazwą serii Active.
Pod dość prostym i ascetycznym
pełnym deklem znalazł się mechanizm o symbolu VD57 wyprodukowany przez firmę
Hattori należącą do grupy Seiko. Konstrukcję tę możemy również spotkać w
zegarkach z logo Pulsar’a, Lorus’a czy właśnie Seiko. W przeciwieństwie jednak
do większości popularnych zegarków z chronografem w przypadku tego testowanego
modelu za wskazanie sekund stopera nie odpowiada centralny sekundnik a dolny
totalizator. Pozostałe dwa odpowiadają odpowiednie: górny za odczyt
dziesiętnych części sekundy a znajdujący się na godzinie dziewiątej za minuty. Rozwiązanie
to średnio przypadło mi do gusty i wielokrotnie próbowałem wyłączyć stoper
pomimo, że nie był on uruchomiony. Nie zmienia to faktu, że pracująca centralna
sekunda wprowadza odrobinę życia na tarczy, a że utrudnia to precyzyjny odczyt
stopera w przypadku tego typu zegarka naprawdę nie ma znaczenia. O dokładności
zastosowanego mechanizmu nie ma
specjalnie co pisać – bo po prostu jak w przypadku większości kwarcowych
produktów jest ona pomijalna.
Podsumowując, testowany Westar jest
atrakcyjnym zegarkiem, który to ma również swoje za uszami. Poczynając od
skaczącej centralnej sekundy, do której nie mogę się do dnia dzisiejszego
przekonać, poprzez mineralne szkło czy brak idealnej precyzji wykonania, którą to dostrzegą jedynie osoby lekko
zwichrowane na punkcie zegarków. Z drugiej strony spoglądając na jego cenę
wiele z tych uwag mija się z celem. Grupa docelowa do której to jest kierowany
ten projekt, raczej nie będzie spoglądać przez lupkę zegarmistrzowską aby
udowodnić nierówne spasowanie indeksów z bezelem czy irytować się nie do końca
idealnym trafianiem wskazówki w indeksy.
Będzie ona przede wszystkim cieszyła się z obecności atrakcyjnego
zegarka na ręku czyli tego do czego ten model został stworzony – a to wychodzi
mu wyjątkowo dobrze. Szczerze powiem, że wizualnie jest to projekt na tyle
ciekawe, że jeżeli znalazłbym stylistyczny odpowiednik z mechanizmem
mechanicznym testowanego Westara, to mógłby on poszerzyć moją kolekcję.
Osoby czytające moje wcześniejsze
recenzję wiedzą na pewno, że nie jestem specjalnym zwolennikiem kwarców. Muszę
jednak przyznać, że mają one wyjątkowo sporo zalet. Są zawsze gotowe do pracy,
nie wymagają specjalnych przeglądów oraz są dużo bardziej odporne na uszkodzenia
– a zgodzicie się wszyscy, że są to mocne argumenty „za”. Testowany model od Westar
active dość dobitnie pokazał mi, że nie powinienem tego typu zegarków skreślać,
bo potrafią one zapewnić równie wiele radości
jak ich mechaniczne odpowiedniki a co najważniejsze nie kosztują przy tym małej
fortuny. Oczywiście nie mają one też legendarnej duszy a ich sekunda zazwyczaj
skacze a nie płynie. Tylko czy dla wszystkich są to argumenty wystarczające aby
dopłacić do mechanicznego serca? Wszak ja sam zaczynając swoją przygodę
zegarkową wolałem kupić kwarcowe chrono Edoxa niż prosty model wyposażony w
mechanizm automatyczny. Myślę, że osoby które zdecydują się na Westara nie
powinny się na nim zawieźć.
Do testu zegarek dostarczył sklep: www.czasuprzestrzen.pl
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz